Jedziemy.
Pierwszy, ale tak na serio pierwszy raz w życiu udało mi się :
- po pierwsze: być spakowanym w poniedziałek
- po drugie: mieć gotowy cosplay na KILKA dni przed wyjazdem i dzięki temu w kwestii własnego przebrania mieć totalny zeeeeennn
Za to Brzytowy strój okazał się być uber-tricky w związku z czym wczoraj do późnych (bardzo) godzin wieczornych odbywało się szycie (ja i Brzyto), klęcie (ja), grożenie śmiercią różnym osobom (ja) i wiedźminowanie (Wasien).
Ostatecznie halko-firanka okazała się być zbytkiem optymizmu, kieca okazała się być całkiem dobrym pomysłem mimo, że jego wykonanie bardziej przypomina bombki-truskawki z epoki Marii Ludwiki (czy jak ona tam miała) niż pierwotny projekt, gorset (mordowany przez mnie przez 3 dni) zgubił pierwszego nita i groził rozpadnięciem ... ale efekt wyszedł naprawdę fajnie.
Mam tylko nadzieję, że równie fajnie zachowa się mój aparat, nie padnie, nie odmówi współpracy twierdząc że baterie są rozładowane itp itd... Czas na coś zdecydowanie nowszego, bo ja się z tym sprzętem ewidentnie nie lubię.
Dobrze mi się nim robi wyłącznie zdjęcia jedzenia na dużym zbliżeniu. Cała reszta jest bez komentarza. Moja komórka robi lepsze zdjęci i to dopiero jest fail.











